konkursseboradin

poniedziałek, 1 września 2014

Dieta: Zostań wege na 30 dni

Witajcie Kochane!

Być może niektóre z Was się z już zorientowały - statusy na Instagramie - ostatnio podjęłam wyzwanie i zmieniłam swoją dietę na tą typowo wegańską. Jeśli chcecie wiedzieć co jem przez ostatnie tygodnie, jakie produkty i dania skradły moje serce na tyle, że zostaną ze mną na dłużej nawet po skończeniu wege wyzwania oraz jakie były moje determinanty rozpoczęcia to zapraszam do dalszej części wpisu.


Zacznę może od tego, że (wbrew wszelkim ideałom i co pewnie część z Was chciałaby usłyszeć) wcale nie zdecydowałam się zostać weganką w imię chwały wszystkich zwierząt. W tym momencie zapada gromka cisza, a ja mogę pakować siebie i swój internetowy dorobek? Tak czy siak musicie wiedzieć, że jedzenie mięsa traktuję tak jak wielu ludzi na świecie i nie zamierzam z niego rezygnować na całe życie. W pełni rozumiem determinanty zachowań wszelkich obrońców praw zwierząt, weganów, wegetarianów, co więcej cieszę się, że takie stowarzyszenia i idee powstają. Sama całkowicie nie potrafię pojąć postawy typowo konsumpcyjnej i zjawiska wyrzucania jedzenia (dlaczego ludzie kupują więcej niż są w stanie przejeść?) i to o to dbam przede wszystkim mając nadzieję, że swoim jednostkowym postępowaniem coś zmieniam. 

Z pozbyciem się z jadłospisu nabiału i wszystkich produktów zwierzęcych wiążę przede wszystkim nadzieję na oczyszczenie organizmu oraz poprawę stanu skóry - tu mogłabym przytoczyć jeden z gorętszych wpisów na blogu dotyczących spożywania mleka. Liczę także, że dieta wegańska zaspokoi nieco moją kulinarną ciekawość i pomoże w oderwaniu się od codzienności w kuchni, a dzięki niej poznam nowe smaki, produkty i dania, które będą ciekawą i zdrową alternatywą dla kolejnej porcji kurczaka z ryżem. 


- Co Ty właściwie jesz? Trawę?
- Wszystko jem; i nie myśl, że weganizm to tylko zielone
- No ale co poza tym? Gdybyś wybrała sobie chociaż wegetarianizm, ale w e g e?

Dni z dietą wegańską nauczyły mnie (i moich najbliższych), że wege to nie tylko warzywa z warzywami w sosie warzywnym. To przede wszystkim bogata dieta oparta na pięciu filarach (zboża, owoce, warzywa, rośliny strączkowe, orzechy) oraz suplementacji witaminą B12. U mnie jadłospis wegański musiał zostać dodatkowo zmodyfikowany ponieważ na co dzień staram się unikać wypieków pszenicznych. 

Goście w domu, a kotlety z groszku nie chcą się lepić
Wegański miesiąc zaczął się naprawdę źle, bo był jednym wielkim eksperymentem. Chociaż o dziwo w ogóle nie brakowało mi mięsa to zdarzało mi się grzeszyć. 

Dwukrotnie nie potrafiłam zastąpić niczym jajek, na przykład właśnie w przypadku owych groszkowych kotletów, o których może kiedyś Wam opowiem, kawa z mlekiem sojowym to coś na co już w pierwszym tygodniu nie mogłam patrzeć, a pistacjowy Müller mówi wpij mnie.

Pomimo wege diety już 2 razy jadłam pełnowartościowy mięsny obiad. To wszystko ze względu na związaną z odrzuceniem mięsa potrzebę suplementacji witaminą B12, której ja nie chciałam wprowadzać.

Tylko dla bogatych
Faktycznie jeszcze przed podjęciem kulinarnego wyzwania wydawało mi się to być naprawdę sporym problemem, no bo co zrobić jeśli paczka migdałów kosztuje u nas tyle co dwa bochenki chleba, a za 100 gram nerkowców można urządzić 4 kolacje? 

Jeśli pragniecie diety wegańskiej i decydujecie się iść na łatwiznę to faktycznie taka zmiana może słono kosztować. Jeżeli jednak nie chcecie zbytnio nadwerężać domowego budżetu i znacznie ułatwić sobie funkcjonowanie w świecie wege powinniście, tak jak ja, skupić się na produktach łatwo dostępnych, i normalnych - darujcie sobie codzienny hummus, nasiona goji oraz wegańskie sery. 

Myślę sobie, że takie podejście naprawdę ma swoje plusy, bo idąc na łatwiznę zmniejszacie możliwość wprowadzenia pozytywnych zasad diety wegańskiej w życie w przyszłości - głównie ze względu na negatywne oddziaływanie na zasobność portfela, które trudno zaakceptować na dłużej niż miesiąc. 

U mnie jedynym dodatkowym wydatkiem były jak na razie wspomniane wcześniej orzechy, bo wplatam je w prawie każde śniadanie i sałatki; ale starałam się wybierać te na wagę (paczkowane wychodzą jednak dużo drożej) i zawsze powtarzałam sobie czego nie wydasz na jedzenie to stracisz w aptece.


Moim głównym sposobem na dietę wege, który spokojnie możecie wykorzystać u siebie, jest przygotowywanie zwykłych posiłków ze składników wegańskich i tak:
  • Mleko: Na początku byłam w ciężkim szoku gdy zobaczyłam, że napój sojowy kosztuje 5zł, trzeba było wymyślić coś innego i tak moją lodówkę zasila samo robione mleko roślinne, które jest dość łatwe w zrobieniu (chociaż czasochłonne), może odstać swoje w lodówce, a orzechy i pestki potrzebne do jego zrobienia można powtórnie użyć na przykład w roli serka do placków przez co wcale nie wychodzi tak drogo. [Jak zrobić mleko roślinne?] 
  • Jajka: banan - rozwiązanie ma swoje plusy i minusy, bo banan faktycznie się sprawdza, ale potem już wszystko pachnie i smakuje bananem; awokado - tak jak banan; mąka kukurydzianaolej winogronowy - taka niby zasmażka dodana np. do placków może przyczynić się do sklejenia ciasta
  • Mąka pszenna i bułka tarta: mielone płatki owsiane, jaglane, każde inne - najlepsza rzecz jaką wynoszę z wyzwania wegańskiego to przygotowywanie tygodniowego zapasu mąki z płatków, bo może nie wiecie ale mąki inne niż pszenna mogą być naprawdę drogie albo trudno dostępne.
  • Mięso: warzywa strączkowe - mnie one w 100% wystarczają, bardzo polubiłam soczewicę (w różnych odmianach), groch, cieciorkę i fasolę
  • Niezdrowe przekąski: Popcorn wcale nie jest zabroniony, odkryłam także chrupki z ciecierzycy
  • Smarowanie: Nie smaruję kanapek masłem od kilku dobrych lat, ale jeśli nie chcę jeść cały czas kromek z pomidorem musiałam coś wymyślić. W tej roli sprawdza się pasta z awokado, co tydzień przygotowywany i słoikowany ajwar, który w pełni zastępuje mi paprykarz (bo ja bardzo lubię paprykarz), a nadawaje się też do spaghetti, albo pasta z pietruszki, czy samo robione masło z orzechów arachidowych 
Taki zestaw normalności bardzo mi się przydaje i zawsze jest obecny w kuchni. Aby zmniejszyć czasochłonność przygotowywanych produktów staram się wszystko przygotowywać w niedziele na zapas i pakować do lodówki w niewielkich słoiczkach albo buteleczkach, a sosy z jednego obiadu wplatać w inny posiłek. Dzięki temu przekonałam się już, że wbrew pozorom przygotowywanie wege posiłków wcale nie musi być dłuższe niż normalny obiad, musimy tylko wcześniej zaczynać myśleć. - Na przykład ciecierzycę trzeba moczyć minimum osiem godzin przed ugotowaniem, mleko roślinne albo jogurt owsiany również wymaga swojego odstania i czasu, ajwaru w sklepie nie kupimy, a z pastą z awokado jest niemało roboty. 


O sposobach na ułatwienie sobie przejścia na zdrową (nie tylko wegańską) dietę mogłabym Wam napisać jeszcze wiele*, ale nie chcąc wydłużać i tak sporego wpisu skupię się na nowo poznanych miejscach w sieci, od których zaczęłam budować moją wegańską dietę.

Do rozpoczęcia kulinarnego wyzwania zachęcił mnie przede wszystkim wszystko ułatwiający program zbieżny z tytułem dzisiejszego wpisu Zostań wege na 30 dni. Polega on na tym, że każdego dnia dostajemy na własną skrzynkę - i to zupełnie za darmo - jednego maila obejmującego bardzo ciekawe (i mało wymyślne!) przepisy albo całe dzienne jadłospisy oraz trochę wege-faktów. 
Sama nie wzoruję się na przepisach i gotowych menu w stu procentach, ale z chęcią notuję co bardziej interesujące dania i inspiracje. Tym samym tworzę na tej podstawie mój wege przepiśnik

Na podstawie www.zostanwege.pl skomponowałam pierwszą listę wegańskich zakupów - takich, które nie zrujnują od razu portfela, bo autorzy strony kładą szczególny nacisk na dostępność produktów (cenową i fizyczną) [Broszura wege koszyk]

*Jeśli ten temat Was interesuje z chęcią rozwinę go w kolejnych wpisach. 

Bogatym źródłem informacji i inspiracji stały się oczywiście także wege blogi, a jednym z największych faworytów jest www.weganie.blogspot.com. Zachęcające zdjęcia sprawiają, że aż chce się iść do kuchni aby coś wyczarować, a autorka bloga proponuje wiele naprawdę normalnych dań, które można wykorzystać nawet nie będąc na diecie wegańskiej, a o których mimochodem wspomniałam Wam wcześniej. [Spis wege blogów]

Wpis znacząco się wydłużył, a ja jeszcze nie napisałam Wam o dotychczasowych efektach. 
Dziś mija piętnasty dzień mojego wege wyzwania, a ja czuję się naprawdę lżej i po prostu lepiej. Chociaż  na razie wege dieta nie działa na mnie tak samo jak miesięczne wyzwanie bezglutenowe to można uznać ją za lżejszy (łatwiejszy, prostszy) do wprowadzenia sposób oczyszczenia organizmu i doskonały detoks. 

Poza samopoczuciem w ciągu tych piętnastu dni poprawiła się przede wszystkim cera, która w znaczący sposób się uspokoiła, a paznokcie mniej się łamią. O wpływie wege diety na włosy będę pewnie mogła Wam opowiedzieć już po skończeniu wege wyzwania, na razie nie zaobserwowałam negatywnych skutków rezygnacji z mięsa.

Jest jeszcze wiele rzeczy, które chciałabym Wam opisać jednak obawiam się, że zbliżyłam się do niewybaczalnej granicy czterech stron. Dajcie koniecznie znać czy nawet nie przechodząc na dietę wegańską temat Was interesuje i czy chciałybyście przeczytać więcej o metodach użyciowienia weganizmu. 

Co myślicie o wege wyzwaniu? Byłybyście w stanie się podjąć? Myślicie, że weganizm może być "zdjadliwy"?

niedziela, 31 sierpnia 2014

Kolejna alternatywa dla Invisi Bobble - Inter-Vion

Cześć dziewczyny!
Pamiętacie kwietniowe porównanie gumek Invisi Bobble z ich alternatywą dostępną w h&m? Dziś kolej na kolorowy odpowiednik Inter-Vion.



Tak jak już Wam wcześniej mówiłam moja przygoda ze sprężynkowatymi gumkami zaczęła się od taniej alternatywy  H&M, którą widzicie po lewej stronie. 
Gumki kosztowały chyba coś około 6 zł (za 6 kolorowych gumek). Ich zwinięcie było cienkie i dawało mało sprężysty efekt, ale na początek były jak z znalazł. Dzięki nim przekonałam się, że idea sprawdza się na moich włosach i niedługo później zakupiłam swój oryginał. Początkowo postawiłam na neutralny i odpowiedni na każą okazję brąz, przypominający wręcz czarny. Ze względu na wczesną dostępność gumek stacjonarnie w Katowicach w sklepie Estyl (były tam długo przed zawitaniem do Hebe) udało mi się wyposażyć jeszcze w przezroczystą i różową wersję IB. Wszystkie kolory spisują się doskonale i nie widać po między nimi różnicy w zależności od zabarwienia, takiej jaka była widoczna przy gumkach H&M.



Gumek używam codziennie i musicie wiedzieć, że od momentu zmiany zwykłych na system sprężynek nie używam już żadnych innych, poza grubymi frotkami do koka, a i to nie zdarza się zbyt często.

Kolejną alternatywę IB wypróbowałam dzięki niezobowiązującej przesyłce od Inter-Vion. Ich produkty są popularne i znajdziecie je pewnie w wielu drogeriach i sklepach. Na razie gumki nie są jeszcze dostępne w esklepie, ale bardzo chciałam Wam o nich wspomnieć gdybyście miały okazję spotkać się z nimi w przyszłości.



Gumki Inter-Vion różnią się od swoich poprzedników przede wszystkim oplotem z materiału. Takie rozwiązanie sprawia, że mniej ześlizgują się z włosów i sprawdzą się u tych z Was, które narzekają na zsuwanie się popularnego odpowiednika. 
Oplot z materiału i powstrzymywanie zsuwania sprawia rzecz jasna, że gumki także nieco łatwiej mogą wplątywać się we włosy, dlatego trzeba bardziej uważać.
Różnicą może być także fakt, że zamiast plastikowej w tym wypadku wewnątrz znajdziemy prawdziwą, metalową sprężynkę, która ściska nieco mocniej niż oryginał. Niestety na dłuższą metę przy moich delikatnych włosach rozwiązanie się nie do końca się sprawdza, co nie oznacza, że sam pomysł jest zły. Gumki lepiej nadają się do przytrzymywania koków, a także z natury grubszych i bardzo gęstych włosów, dlatego jeśli IB jest dla Was zbyt delikatne śmiało możecie wypróbować takie rozwiązanie. 
Bardzo pozytywnie odczułam fakt, że gumki Inter Vion nie rozciągają się tak jak ich gumowo-plastikowe odpowiedniki, chociaż oczywiście nadal korzystam ze sposobu zamaczania oryginału w ciepłej wodzie.

Podsumowując gumki różnią się przede wszystkim siłą z jaką upinają włosy - najsłabsze są te z H&M, najsilniej zwiążecie włosy Inter Vion. Dlatego jeśli Wasze włosy są naprawdę grube i ciężkie bez wahania wybrałabym te ostatnie. Sama najchętniej sięgam nadal po oryginał, który sprawia, że włosy w ogóle nie są odkształcone, co więcej delikatnie sunie po nich przy zdejmowaniu, a zarazem doskonale trzyma. Sprężynkowy system całkowicie mnie urzekł, bo dzięki niemu wreszcie przestałam martwić się o nadwyrężenie cebulek, które dawało się we znaki w postaci nieprzyjemnego ciągnięcia i bólu skalpu.

Linki:

środa, 27 sierpnia 2014

Na co dzień: Olejowe perfumy roll-on - zrób to sama

Cześć dziewczyny!

Dziś przychodzę do Was z czymś odbiegającym od włosowego tematu, czymś co dopasować możecie w stu procentach do własnych upodobań, a ja proponuję tylko rozwiązanie - i są to olejowe perfumy w poręcznym roll-onie do zrobienia samemu :)

Dlaczego roll on?
Przede wszystkim dlatego, że buteleczki tego typu są malutkie i dyskretne. W przypadku, tak jak u mnie, częstego przewożenia kosmetyczki każdy kolejny nadbagaż daje się poczuć (głównie na przedramieniu). Małe buteleczki ze sprayem prędzej czy później się zatną, bo albo nie są przystosowane do olejowej formuły, albo ich mechanizmy są marnej jakości. 

Własne olejowe perfumy mają jeszcze kilka innych zalet:
Ich zapach i intensywność możemy dopasować do własnych potrzeb, co w moim przypadku szczególnie przeważa nad perfumami kupnymi. Dzięki tej możliwości zapachy na moim ciele są bardziej spójne, ponieważ do kąpieli dodaję tych samych nut zapachowych.
Olejki eteryczne poza zapachem niosą ze sobą znamiona aromaterapii, więc ich użycie do samo-robionych perfum możemy opierać nie tylko na zapachu, ale także na potrzebie orzeźwienia czy pobudzenia, albo uspokojenia i relaksu.
Są dużo tańsze od gotowych perfum, no i są w pełni naturalne - dzięki stworzeniu ich na bazie olejów i olejków eterycznych. 


Spośród wszystkich olejków eterycznych ja wybrałam dwa pozwalające na uzyskanie świeżego, cytrusowego zapachu, który nieco ociepliłam jednym olejkiem zapachowym.

Olejek bergamotowynuta cytrusowa w olejku bergamotowym przywołuje pozytywne uczucia i łagodzi napięcia nerwowe, stresy; dość długo utrzymuje się na ciele [12 kropli]
Olejek grejpfrutowy - podtrzymuje cytrusową nutę bergamotki; ma działanie rozluźniające, łagodzi objawy zmęczenia [6 kropli]
Zapachowy olejek wanilii - ogrzewa i osładza zapach [6 kropli]; długo utrzymuje się na skórze

W produkcji własnych olejowych perfum dobrze kierować jest się zasadą minimalizmu, która może maksymalnie rozszerzyć się do trzech zapachów, z których jeden wybierzemy jako ten wiodący (u mnie bergamotka). 
Wybór drugiego olejku eterycznego możecie sobie ułatwić poprzez dopasowanie do nuty tego pierwszego (u mnie cytrusowa), jeśli nie chcecie aby rozbolała Was głowa :)

Olejki zapachowe służą natomiast do zwrócenia zapachu w którąś ze stron i utrzymania go na skórze. Jeśli ufacie mojemu zmysłowi zapachu, w wyborze olejku zapachowego możecie podążać za takimi wskazówkami:
  • Strona cytrusowa: Zielona cytryna, Zielone Jabłuszko,
  • Strona słodka: Słodka pomarańcza, Wanilia
  • Strona wiosenna: Konwalia, Magnolia, Wiosna
  • Strona cięższa: Piżmo, Opium


Perfumy w roll-onie nie mogą obejść się bez olejku bazowego. Z racji tego, że ja użyłam aż trzech zapachów postawiłam na bezzapachowy i bezbarwny olej ze słodkich migdałów. Jeśli Wasze perfumy będą jedno lub dwu zapachowe możecie pokusić się o wybranie jakiejś pachnącej bazy, na przykład olejku kokosowego czy masła shea (chociaż akurat w ich wypadku, ze względu na stałą konsystencję, konieczne będzie rozgrzewanie opakowania przed użyciem w dłoniach)


Moje opakowanie roll-on jest najzwyklejszym modelem jaki możecie znaleźć z plastikową kuleczką i jest to opakowanie po błyszczyku Wibo (ok 6zł w Rossman). Dostaniecie go w różnej wersji kolorystycznej kwiatka wewnątrz (poza żółtym jest jeszcze chyba różowy, czerwony, fioletowy i niebieski), który może stanowić element ozdobny Waszych perfum ;) Same opakowania roll-on w swojej ofercie ma też zróbsobiekrem.pl, jednak są to opakowania nieprzezroczyste, kuleczki metalowe, a ich koszt to 3zł. 

Samo stworzenie olejowych perfum jest banalnie proste.
Wyjmujemy kuleczkę z opakowania, wypełniamy je mniej więcej w 3/4 wybranym olejkiem bazowym i wybranymi olejkami eterycznymi oraz olejkiem zapachowym, u mnie: 12 - 6 - 6 kropli. Całość wstrząsamy, bąbelki powietrza (zdjęcie pierwsze) znikają oczywiście po chwili. 
Pozostaje stosować je w rozgrzanych miejscach, na nadgarstku, czy lekko musnąć za uchem i cieszyć się powstałym zapachem. 

Jestem ciekawa co myślicie o takich samo-robionych perfumach i czy cała inwencja do Was przemawia. A może same już tworzycie takie cuda i powiecie coś o swoich sprawdzonych przepisach ? :) 



Nie zgadzam się na kopiowanie tekstów i zdjęć mojego autorstwa bez mojej zgody lub podania źródła.
Treści publikowane na moim blogu podlegają ochronie przez prawo autorskie.